W zakładzie płyt wszystko, co ma kontakt z kobiercem, po pewnym czasie przestaje być metalem, a staje się metalem pod warstwą kleju.
Żywica z kleju osiada na rolkach, na krawędziach przenośników, na elementach stacji formowania i rozsypu, i z każdą zmianą twardnieje w coś, co przypomina szkło. Do tego pył, którego w tej hali nie brakuje nigdzie: zbija się z klejem w skorupę w miejscach, gdzie nikt nie sięga na co dzień. Rolki przestają się obracać równo, kobierzec zaczyna iść krzywo, na krawędzi płyty pojawia się wada, której szuka się godzinami.
Wodą myje się w takich zakładach bardzo dużo, ale mycie wodą bywa problematyczne: sprząta się po nim długo, a przy napędach, czujnikach i wszędzie tam, gdzie pył z wodą robi pastę, nie da się jej użyć wcale. Chemia zazwyczaj i tak wymaga dociągnięcia mechanicznego, jest uciążliwa w utylizacji i potrafi wejść w czyszczoną powierzchnię. Zostaje ręczna robota ze skrobakiem i szlifierką: czasochłonna, zostawiająca niedoskonałości, i na tyle długa, że czeka na postój roczny, a wtedy i tak koliduje z pracami mechaników, którzy potrzebują tej samej maszyny w tym samym czasie. I za każdym razem zostawia na rolce trochę mniej rolki.
Suchy lód robi z utwardzoną żywicą to, czego nie zrobi skrobak. Granulat zamrożonego dwutlenku węgla, o temperaturze minus 78 stopni, uderza w warstwę kleju. Klej i żywica na zimno robią się kruche i gwałtownie się kurczą, pękają, uderzenie wybija spękane płaty, a granulat w chwili uderzenia zamienia się w gaz, który rozszerza się wielokrotnie i podważa resztę warstwy od spodu. Skorupa z pyłu i kleju schodzi razem z nią. Metal albo tworzywo sztuczne, z którego wykonana jest rolka czy inny element, zostaje pod spodem nietknięte, bo granulat jest za miękki, żeby je ścierać. Nie ma wody, więc łożyska, napędy, czujniki i szafy sterownicze przy linii nie wymagają zabezpieczania. Nie ma chemii, więc nie ma nic do zneutralizowania ani do utylizacji.
W praktyce rolki, przenośniki i stację formowania czyści się tam, gdzie są, bez demontażu, bez suszenia i bez czekania, aż coś wyschnie albo odparuje. Zostaje suchy pył i suche płaty kleju do zamiecenia albo odkurzenia, czyli dokładnie to, co w tej hali i tak się robi. Czyszczenie, które zabierało dni postoju, mieści się w czasie, jaki zakład i tak ma na przegląd, i nie wchodzi w drogę mechanikom.
Jest jeszcze jedna rzecz, która w tej branży ma znaczenie. Duże zakłady płyt zlecają czyszczenie firmom zewnętrznym. Dla firmy usługowej suchy lód to sposób, żeby wejść na halę z jednym urządzeniem, bez wody, bez chemii i bez pytania, czy wolno tu użyć któregokolwiek z nich.
Jedna rzecz, o której warto wiedzieć wcześniej. Suchy lód zdejmuje żywicę, klej i pył z powierzchni maszyny. Elementów, które przez lata zostały zeszlifowane skrobakiem, nie odbuduje. Wszystko, co na maszynie, schodzi. To, czego na niej już nie ma, zostaje ubytkiem.
Jeśli w Twoim zakładzie żywica schodzi z rolek skrobakiem, każdy postój odbiera rolce trochę więcej niż tylko klej.
Najczęstsze pytania
Czy suchy lód usuwa utwardzoną żywicę i klej z maszyn?
Tak. Na zimno żywica i klej robią się kruche i pękają, a granulat zamienia się w gaz i podważa warstwę od spodu. Metal albo tworzywo pod spodem zostaje nietknięte.
Czy przy czyszczeniu suchym lodem powstaje wilgoć?
Nie. Granulat sublimuje w chwili uderzenia. Zostaje suchy pył i suche płaty kleju, do zamiecenia albo odkurzenia.
Czy trzeba demontować rolki albo przenośniki?
Nie. Rolki i przenośniki czyści się na miejscu, bez demontażu.
Czy da się czyścić przy napędach, czujnikach i szafach sterowniczych?
Tak. Brak wody i chemii oznacza, że elementy elektryczne przy linii nie wymagają zabezpieczania.