Jeśli masz na hali prasę, która pracuje od lat, prawdopodobnie już nie pamiętasz, jakiego jest koloru.
Mgła olejowa z hydrauliki osiada na wszystkim, pył produkcyjny osiada na oleju, i po kilku sezonach korpus, kolumny, siłowniki, przewody i złączki są pod jedną, ciemną, lepką warstwą, która rośnie z każdą zmianą. Tam, gdzie prasa pracuje na gorąco, olej dodatkowo się przypieka i nabudowuje w coraz grubszą skorupę, a razem z pyłem unoszącym się w hali robi z tego coś więcej niż brud: ryzyko pożarowe. Gdzieś pod tą warstwą jest wyciek. Wiadomo, że jest, bo poziom oleju w zbiorniku spada, a na posadzce pod prasą jest ślisko. Nie wiadomo, skąd, bo wszystko jest jednakowo czarne i jednakowo mokre. Utrzymanie ruchu wchodzi ze szmatami i odtłuszczaczem, brud rozmazuje się zamiast schodzić, szmaty idą workami, a po tygodniu prasa wygląda tak samo. Pęknięty przewód albo płaczącą uszczelkę znajduje się dopiero wtedy, gdy pod prasą jest już kałuża, a nie plama.
Suchy lód robi z tą warstwą coś, czego nie zrobi szmata. Granulat zamrożonego dwutlenku węgla, o temperaturze minus 78 stopni, uderza w przypieczony olej zbity z pyłem. Na zimno ta warstwa tężeje i pęka, uderzenie wybija ją płatami, a granulat w chwili uderzenia zamienia się w gaz, który rozszerza się wielokrotnie i podważa resztę od spodu. Zamiast rozmazanego brudu zostaje suchy, sypki osad do zamiecenia. Metal pod spodem wychodzi czysty, bo granulat jest za miękki, żeby go ścierać. Nie ma wody, więc elektryka, zawory i czujniki prasy zostają na miejscu.
W praktyce takie czyszczenie robi się etapami. Świeży, mokry olej najpierw zbiera się na sucho albo chemicznie, bo strumień lodu tylko by go rozbryzgał i przesunął w inne miejsce. Dopiero potem wchodzi suchy lód i zdejmuje to, czego szmata i odtłuszczacz nie ruszą: twardą, przypieczoną warstwę z zakamarków, w które nikt nie sięga ręką. Nie trzeba niczego demontować ani odłączać hydrauliki, a po czyszczeniu widać wreszcie metal, nie warstwę na metalu: przewody, złączki, uszczelnienia siłowników, spoiny korpusu. Wyciek, którego szukano miesiącami, pokazuje się w pierwszej godzinie pracy po czyszczeniu jako świeży ślad na czystym metalu. Utrzymanie ruchu naprawia go, zanim zrobi się z niego awaria, posadzka pod prasą jest sucha, a czyszczenie mieści się w planowanym postoju, zamiast go wydłużać. Prasy hydrauliczne czyściliśmy w ten sposób wielokrotnie, w różnych zakładach: to jedno z zastosowań, w którym różnica przed i po jest widoczna gołym okiem z drugiego końca hali.
Jedna rzecz, o której warto wiedzieć wcześniej: suchy lód nie naprawi nieszczelności, tylko ją pokaże.
Prasa, której nie widać spod oleju, to prasa, której nie da się obejrzeć. A to, czego nie da się obejrzeć, psuje się w najgorszym momencie.
Najczęstsze pytania
Czy suchy lód usuwa olej z prasy hydraulicznej?
Usuwa olej, który przypiekł się i zbił z pyłem w twardą warstwę. Świeżego, płynnego oleju nie wchłonie, tylko by go rozbryzgał, dlatego czyszczenie robi się etapami: najpierw na sucho albo chemicznie, potem suchy lód.
Czy prasę trzeba rozbierać albo wyłączać hydraulikę?
Nie trzeba rozbierać. Czyści się ją na miejscu, na zatrzymanej prasie, w czasie planowanego postoju.
Czy suchy lód jest bezpieczny dla elektryki i czujników prasy?
Tak. Granulat zamienia się w gaz w chwili uderzenia, nie ma wody ani wilgoci, więc elektryka, zawory i czujniki zostają na miejscu.
Co zostaje po czyszczeniu?
Suchy, sypki osad z przypieczonego oleju i pyłu, do zamiecenia albo odkurzenia. Bez ścieków.