W zakładzie motoryzacyjnym najdroższą rzeczą przy czyszczeniu nie jest sam brud. Jest nią to, co trzeba rozebrać, żeby się do niego dostać.
Przyrząd spawalniczy w celi robota jest zbazowany co do dziesiątych milimetra. Kołki, dociski, klocki bazujące, wszystko ustawione tak, żeby karoseria wychodziła powtarzalnie przez tysiące cykli. I na to wszystko z każdym cyklem osiada preparat antyodpryskowy, który przypieka się w twardy, ciemny nagar, sadza, drobne odpryski. Dociski przestają domykać do końca. Czujniki obecności detalu zaczynają kłamać. Robot spawa coraz mniej powtarzalnie i nikt na początku nie wie dlaczego. Gdy wreszcie przychodzi decyzja o czyszczeniu, przyrząd trzeba wyciągnąć z celi, wyczyścić szczotką i chemią, założyć z powrotem i zbazować od nowa. Sama procedura bazowania zajmuje dłużej niż samo czyszczenie. Podobnie na stanowiskach klejenia i uszczelniania: dysze, uchwyty i przenośniki obrastają utwardzonym klejem, którego nie da się zdjąć wodą, bo obok stoi elektryka i pneumatyka.
Suchy lód zdejmuje ten brud tam, gdzie jest, bez ruszania przyrządu. Granulat zamrożonego dwutlenku węgla, o temperaturze minus 78 stopni, uderza w warstwę nagaru albo kleju. Warstwa gwałtownie się kurczy i pęka, bo na zimno reaguje inaczej niż stal pod spodem, uderzenie wybija spękane kawałki, a granulat w chwili uderzenia zamienia się w gaz, który rozszerza się wielokrotnie i podważa resztę od spodu. Powierzchnia klocka bazującego zostaje taka, jaka była: granulat jest za miękki, żeby ściernie zdjąć stal. Nie ma wody, więc czujniki, przewody i zawory robota mogą stać obok. Nie ma chemii, więc nie ma spłukiwania.
W praktyce oznacza to czyszczenie przyrządu w celi, bez demontażu i bez ponownego bazowania. Cela wraca do pracy po zamieceniu tego, co spadło na podłogę, a nie po tym, jak ktoś przez pół zmiany ustawia kołki od nowa. Ten sam efekt działa na przenośnikach, uchwytach i dyszach klejowych: klej schodzi w suchych płatkach, stanowisko nie stygnie i nie schnie.
Ta sama metoda działa na drugim końcu skali. Czyszczenie suchym lodem jest na tyle precyzyjne, że sprawdza się zarówno przy zdzieraniu nagaru z przyrządu spawalniczego, jak i przy renowacji samochodów, gdzie liczy się delikatność blisko lakieru, gumy i przewodów. Różnicę robi dobór wielkości granulatu i ciśnienia do konkretnego zadania: to samo urządzenie, inne ustawienie.
Jedna rzecz, o której warto wiedzieć wcześniej. Suchy lód usuwa to, co leży na powierzchni: nagar, sadzę, klej, uszczelniacz, preparat antyodpryskowy. Odprysku, który wtopił się w stal przyrządu, nie odspoi, ten trzeba zbić mechanicznie. Wszystko, co powyżej tej warstwy, schodzi.
Jeśli w Twoim zakładzie czyszczenie przyrządu zaczyna się od jego demontażu, to demontaż jest częścią kosztu czyszczenia, nie jego warunkiem.
Najczęstsze pytania
Czy suchy lód można stosować przy robotach i elektryce?
Tak. Granulat zamienia się w gaz w chwili uderzenia, nie ma wody ani wilgoci, więc czujniki, przewody i zawory pneumatyczne mogą zostać na miejscu.
Czy przyrząd spawalniczy trzeba wyjąć z celi do czyszczenia?
Nie. Czyści się go na miejscu, bez demontażu i bez ponownego bazowania.
Co suchy lód usuwa w zakładzie motoryzacyjnym?
Nagar z preparatu antyodpryskowego, sadzę, utwardzony klej i uszczelniacz, smary i oleje z linii. Nie odspoi odprysku wtopionego w stal.
Czy suchy lód nadaje się do renowacji samochodów?
Tak, przy drobniejszym granulacie i niższym ciśnieniu. Czyści podwozie i komorę silnika bez wody i bez ścierania lakieru.